ALEKSANDER PIWKOWSKI 

ur. 1834r. w Rachaniach
zm. 24.05.1918r. w Trzeszczanach koło Łaszczowa.

Miał czterech braci: .Juliana, Michała, Józefa i Jana oraz siostrę, której imienia nie znamy. Z małżeństwa ALEKSANDRA z pierwszą żoną (nazwiska też nie znamy), pozostała jedna córka Michalina, która wyszła za Józefa Piwkowskiego, mechanika w warsztatach jej ojca. Mieli 7-mioro dzieci : 

Po śmierci pierwszej żony ożenił się z Kamforowską, córką sekretarza gminy Kryłów, z którą doczekali się dwóch synów : Adama i Józefa. 

Trzecia z kolei żona ALEKSANDRA - Maria Monsiol (Mąsiel) była córką rządcy z Chyżowic i Frajkamionki k/Hrubieszowa. Ich trójka dzieci to; Rudolf, Stanisława i Janek.

Drugą żoną Rudolfa była Niedziałkowska - z tego związku przyszła na świat córka Maria. Z trzeciego małżeństwa z Marią Zabłocką dzieci nie było.

Wracam teraz z kolei do rodzeństwa pradziadka ALEKSANDRA (1834)

Ze wspomnień mego Ojca wynika, że wymieniony Aleksander miał siostrę, ale imienia jej nie znamy. Był też brat Jan o którym żadnych infomacji nie mamy. Następny z braci Aleksandra Józef miał syna Ksawerego, a ten syna Józefa, który ożenił się z Jadwigą Rogowską (Dzidką ). - zmarł w II.1957r. w Radecznicy.

Kolejny brat Michał ur. 1 849 zm.1920r.- też brak więcej danych. I jeszcze jeden brat Aleksandra - Julian.

JULIAN - ur.w 1839r. ożenił się z Okowicz. Z małżeństwa tego przyszło na świat 4-rech synów i dwie córki. 

To co tu przedstawiłem to zaledwie fragment tylko jednej gałęzi Rodu Piwkowskich, osiadłej najdłużej na wschodnich rubieżach Polski. Z zebranych jednak dotychczas materiałów widzimy, że Piwkowskich możemy obecnie spotkać niemal w każdym zakątku Polski, a nawet daleko poza jej granicami.

Piwkowscy byli zawsze skłonni do ;,wypitki i bitki", stąd liczny ich udział - przynajmniej na przestrzeni ostatnich wieków - we wszelkich wojnach, powstaniach, co w konsekwencji rozpraszało ich po krańcach świata, wielokrotnie uniemożliwiając już powrót w strony rodzinne. Tam zakładali rodziny i asymilowali się w nowym środowisku. Ostatnia wojna światowa i lata po niej jeszcze bardziej spotęgowały to rozproszenie. Dzisiaj chcemy się odnaleźć, ale zajęci swoimi codziennymi kłopotami zapomnieliśmy o swoich przodkach, często nawet tych najbliższych i stąd teraz mamy tak liczne ciemne plamy w naszym drzewie genealogicznym.

Póki jeszcze czas starajmy się usilnie odtworzyć swoją przeszłość, pogrzebać w starych księgach kościelnych, w dokumentach różnych urzędów, pytajmy jeszcze żyjących starszych ludzi. może to są ostatnie godziny, w których coś o swoich przodkach się dowiemy.

Dane te, którymi dysponujemy obecnie, wymagają .jeszcze dalszej żmudnej pracy, zmierzającej do połączenia wszystkich gałęzi naszego rodu brakującymi ogniwami. Sądzę, że wszyscy dzisiaj tu obecni są lub będą tym zainteresowani i ,już w trakcie obecnego naszego spotkania może niejedno ogniwo się znajdzie.

Z posiadanego przez nas materiału wynika,.że najliczniejsze gniazda Piwkowskich znajdują się obecnie: w województwie Mazowieckim i częściowo we wschodniej połaci wojew. Wielkopolskiego, następnie w Lubelskim - rejon południowy, następnie na styku wojew. Śląskiego i Świętokrzyskiego (okolice Szczekocina), dalej w wojew. Małopolskim i po trosze rodziny rozsiane w pozostałych wojew. Polski : Lubuskim (Zielona Góra), Dolnośląskim, Podlaskim, Kujawsko-Pomorskim (Żnin) i innych.

Od czasu do czasu napływają do nas, przeważnie poprzez internet, różne informacje, zapytania lub sprostowania, ale to już jest ,,działka" mego syna Aleksandra, który przyjechat na spotkanie z całą maszynerią i zechce sam podzielić się z Państwem swoimi uwagami.

Na zakończenie jeszcze w telegraficznym skrócie parę słów o mojej najbliższej rodzinie,

Jeden z synów Aleksandra (pradziadka) Rudolf - mój dziadek- był rządcą w różnych majątkach Hrubieszowskiego. Po pierwszej wojnie światowej; w latach 20-tych osiadł w Kryłowie gdzie miał trzy domy i duże gospodarstwo rolne. Dwa domy w mieście wynajmował. Jeden pod aptekę i mieszkanie dla aptekarza Bojarskiego; drugi tylko jako mieszkalny. Trzeci dom nowo wybudowany na przełomie lat 20/30, ze wszystkimi budynkami gospodarskimi, stał około 1 km. od Kryłowa, na tzw. Kolonii.

My jako dzieci przez jeden rok 33/34 uczęszczaliśmy tam do szkoły. Tam też spotykaliśmy się z braćmi stryjecznymi Zygmuntem i Zbyszkiem, synami Wacława (w tym czasie kierownika poczty w Kryłowie) oraz ze stryjeczną siostrą Teresą- córką Juliana.

Na przełomie lat 44/45 z domów kryłowskich nie pozostał nawet ślad. Wszystko zostało rozgrabione i spalone przez bandy ukraińskie. Tatuś idąc w ślady swego ojca też odbywał praktyki rolne i leśne w różnych majątkach powiatu Hrubieszowskiego. Pozwolę sobie teraz na krótką dygresję. - Otóż w trakcie swoje pierwszej praktyki w majątku Łuszków k/Strzyżowa, w dobrach Chrzanowskiego, poznał Wigurę, ojca Stanisława Wigury. Ojciec Stanisława w tym majątku był administratorem, a młody Wigura przejeżdżał tam na wakacje i razem z moim ojcem zarządzali przejażdżki konne. - Wspominam to teraz celowo, bo akurat 4 dni temu, l l -go września minęła 69-ta rocznica śmierci St. Wigury i Fr. Żwirki w katastrofie samolotowej nad Cierlickiem. Młody Wigura był słynnym pilotem i konstruktorem samolotów RWD-6 i RWD-2.

W sierpniu 1932r., na RWD-6 wraz ze Żwirką odnieśli wspaniałe zwycięstwo w III-ch Międzynarodowych Zawodach Samolotowych, a na RWD-2 w 29r. dokonali lotu dookoła Europy, na trasie 5 tys.km, oraz pobili rekord świata wzbijając się na wysokość ponad 4000 m. Zginęli obaj w drodze do Pragi na następne zawody.

I nam starszym zacierają się w pamięci te odległe wydarzenia i chlubne karty naszej historii, a ci najmłodsi tu na tej sali może w ogóle nic słyszeli o naszych wspaniałych lotnikach ?

Była więc okazja by o nich powiedzieć kilka słów.

Przepraszam za tą wstawkę w nasze sprawy rodzinne , już wracam do nich .

Ojciec nasz Stanisław od 1914r. związał się z wojskiem. Był kawalerzystą w wojsku rosyjskim, potem w armii J. Hallera pod dowództwem (w różnych okresach czasu) Bolesława Mościckiego i Dowbór-Muśnickiego. Uczestnik wielu bitew m.in. pod Krechowcami, Kaniowem, Kijowem, Komarowem (koło Zamościa, gdzie walczył z kawalerią Budionnego), oficer, dwukrotnie ranny, odznaczony medalami i wyróżniony odznaką Dowborczyków (krzvżyk; na nim orzełek i skrzyżowane dwie szable).

Z zawodu leśnik, do prawie ostatnich swoich lat nie rozstawał się z lasem. Mama nasza z zawodu nauczycielka ( nasz dziadek Jędrzejewski też leśnik) po wyjściu za mąż ząjęła się wychowaniem dzieci i domem. nasza edukacja ze szkół wiejskich przeniosła się na l rok do Krvłowa, później do Chełma.

Okres wojny to bardzo obszerna i długa karta z naszego życia , na opowiadanie której nie starczyło by nawet tych dwóch dni spędzonych razem. Zresztą tutaj nie jest miejsce na tego rodzaju wspomnienia.

Od roku 45-go powrót do nauki. Najpierw Kielce, znowu Chełm (matura). a następnie studia moje i brata Janusza na Politechnice Poznańskiej, a siostry Teresy na AR. w Olsztynie.

Nadszedł też czas na założenie rodzin i wieloletnią pracę w swoim zawodzie.

Nasze dzieci już dawno po studiach . mają swoje pociechy a najmłodszy syn Aleksander, obecny tu ze swoim synem Arturem (mieszkają w Krakowie) ukończył na UJ. informatykę, pracuje w swoim zawodzie, a na naszym tu spotkaniu - jeśli Państwo pozwolą - zapozna nas z tym wszystkim co przez te lata udało się zgromadzić w Internecie.

Czas ,już najwyższy kończyć, dodam więc tylko, że dzisiaj jesteśmy rozsiani po Polsce - W-wa - Zielona Góra - Kraków, ale stale w ścisłym i ciągłym kontakcie między sobą, a myślami nadal w ukochanej rodzinnej Ziemi Lubelskięj

wspominał Jerzy Piwkowski syn Stanisława

15 wrzesień 2001


Web Admin: AlexP@ceti.com.pl

All Rights Reserved
Copyrights (c)
Aleksander Piwkowski

Ostatnia modyfikacja: 20 października 2001